Archiwum styczeń 2017


sty 08 2017 ostatanie spotkanie z nim
Komentarze: 0

Czasami, za uśmiechem, kryje się wiele przeżyć i nie mówie tu koniecznie o tych dobrych. Czasami, to jak zachowujemy się w danej sytuacji spowodowane jest naszymi przeżyciami.

Ludzie widzą we mnie uśmiechnięta, miłą i pewną siebie dziewczynę, jednak tylko nieliczni wiedzą, że jestem nieśmiała i zakompleksiona, a w życiu sporo przeszłam. Tylko nieliczni wiedzą, że wystarczy kilka słów, by wejść mi na sumienie i bym czuła się winna i na siłę chciała pomóc.

Dotychczas całe moje życie poświęcałam się dla innych, chciałabym bardzo to zmienić, jednak to nie jest łatwe- nawyki trudno zmienić..... ale może od początku.

Gdy byłam mała widziałam jak często rodzice się kłócili i choć tata wiedział, że to koniec, że się rozwodzą, starał się mi wejść na sumienie bym przekonała mamę do innej decyzji. Jego „starania” polegały nawet na tym, że zamieszkał w piwnicy i chciał bym go tam odwiedzała. Pamiętam luty 2006, miałam 11 lat, był ciepły i przyjemny dzień a ja jak każdego poprzedniego dnia miałam zejść do piwnicy i odwiedzić tatę. Tego dnia akurat przyjechał do nas wujek i zdecydował przejść się ze mną do piwnicy do taty, byłam zdziwiona, że piwnica jest przymknięta i nie świeci się w niej światło, bo tego ranka już tam byłam i rozmawiałam z tatą. Razem z wujkiem otworzyliśmy drzwi i ujrzeliśmy go wiszącego na sznurze, zdążył to zrobić słysząc otwieranie drzwi naszego mieszkania. Po raz kolejny chciał we mnie wzbudzić poczucie winy, od tego dnia poczułam do niego wstręt, bałam się schodzić do piwnicy a w nocy miałam koszmary. Tata wyprowadził się z piwnicy i zamieszkał z swoją mamą. Rodzice się rozwiedli a ja chodziłam do psychologa, bo sobie z tymi koszmarami nie radziłam. Od rozwodu widziałam go raz, może dwa. Od 11 lat, chociaż mieszka 10min drogi ode mnie nigdy mnie nie odwiedził, nie poznaje mnie na ulicy i nie ma ze mną kontaktu. Kiedy byłam młodsza chciałam by się odezwał, by zabiegał o córkę, widząc filmy gdzie rodzice są rozwiedzeni a ojcowie i tak starają się o swoje córki, marzyłam i pragnęłam tego by i on się do mnie odezwał, by choć przez chwilę się postarał. Marzenia pozostały marzeniami, ale trzeba żyć dalej. Teraz mam 24 lata a własny ojciec nie poznaje mnie na ulicy. Tata, ojciec- trudno go tak nazywać, łatwiej mówić jego imię niż nazywać go tatą lub ojcem. Według mnie ojciec lub tata powinni zabiegać o córkę a nie kompletnie ją olewać, nie interesować się nią, nie pytać o nią.

Czasami czuję, że on w ogóle nie traktował mnie jak córki. Nigdy nie przyszedł, chociaż mieszka niespełna 10min drogi ode mnie, nigdy o nic nie pytał. Jak spotkałam go kiedyś raz, może dwa na ulicy to jedyne co robił- to buntował przeciwko mamie. Nie rozumiem jego postępowania i chyba nigdy nie zrozumiem. Czasem czuję, że przez te wydarzenia musiałam szybciej dorosnąć. Czasem czuję, że noszę maskę i ukrywam swoje uczucia, że ukrywam ten ból, żal i to jaka jestem. Stworzyłam nową siebie- taką by dopasować się do reszty, ale czy to dalej ja? Bywają momenty w życiu, że czuję jakbym stała obok i obserwowała daną sytuację, bywają chwile, że nie czuję się sobą, że czuję się jak jakiś manekin albo robot. Widzę daną sytuację, uczestniczę w niej, ale czuję się taka bez emocji, taka bez życia....


Chciałabym się wyłączyć od tych emocji, zapomnieć to wszystko, tylko jak.....?